Ks. Alan Czerwiński – wywiad

W sobotę 30 maja w Katedrze Kaliskiej diakon Alan Czerwiński, syn naszej parafii został wyświęcony na kapłana. Poniżej fragment wywiadu z neoprezbiterem zamieszczony w diecezjalnym piśmie OPIEKUN. 

Ksiądz Alan Czerwiński  
ur. 25 sierpnia 2001 r. w Ostrowie Wielkopolskim
syn Krystyny i Adama, parafia św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Ostrowie Wielkopolskim.
Praca magisterka pod kierunkiem  ks. prof. AMP dr. hab. Mariusza Białkowskiego:
„Muzyczno-teologiczne aspekty Orędzia Wielkanocnego w Mszale Rzymskim dla diecezji polskich z 2013 r.”
Hasło na obrazku prymicyjnym: „Złóżcie należne ofiary i miejcie nadzieję w Panu! (Ps 4, 6) Nadzieja w Panu”

Opowiedz jak rodziło się twoje powołanie.

Ks. Alan Czerwiński: Zaczęło się w grupie ministranckiej. Tam pierwszy raz zachwyciłem się Panem Jezusem. Zadziwiało mnie to, że w każdą niedzielę gromadziło się w kościele tak wiele osób. Poczułem, że to coś ważnego. Zrodziło to we mnie dziecięce marzenie: chcę się w to zaangażować i być jak ten „dziwnie ubrany gość” przy ołtarzu. Tym „dziwnie ubranym gościem” był śp. ks. Krzysztof Nojman – jeden z ojców mojego powołania. Jego kapłaństwo ukazało mi ważne cechy pasterza – otwartość, cierpliwość i wielkoduszność. Drugą ważną postacią mojego powołania jest moja śp. babcia Krystyna. Swoim życiem pokazała mi, jak zgadzać się na Bożą wolę. Te dwie osoby Pan postawił w moim życiu, aby pomogły mi lepiej usłyszeć głos powołania. Na mojej drodze nie zabrakło także inspirujących kapłanów. Są to zarówno byli, jak i obecni duszpasterze parafii rodzinnej, jak i ci, których poznałem nieco później. Każdy z tych kapłanów posiadał swój kapłański „pierwiastek”, który stał się dla mnie inspiracją.

Na swoim obrazku prymicyjnym umieściłeś słowa: „Złóżcie należne ofiary i miejcie nadzieję w Panu” (Ps 4, 6).
Tak na początek od razu 
o tych ofiarach?

W jeden z sobotnich wieczorów, w seminaryjnej kaplicy śpiewaliśmy kompletę. Wtedy usłyszałem te słowa w nieco inny sposób… Wówczas tak jakby zostały we mnie. Chciałem zrozumieć dlaczego. Odkryłem, że wpisują się w historię mojego życia i tajemnicę kapłaństwa. Każdy, kto chce iść za Jezusem jako kapłan wpierw powinien złożyć ofiarę. Ofiarę z własnego „ja”, własnych planów, rodziny. Wszystko po to, by składać ofiarę Mszy Świętej. To wszystko jest jednak po coś. To „coś” to zbawienie. Źródłem nadziei na zbawienie jest zaś Eucharystia.

Wzorcowo wręcz ofiarował siebie św. Franciszek, którego rok właśnie obchodzimy. Czy ten święty jest dla ciebie inspiracją? A może masz innych orędowników w niebie?

Cechą św. Franciszka, która jest mi bliska, to jego wrażliwość i otwartość na piękno świata. Z tego powodu ułożył Pieśń słoneczną – piękne liryczne dzieło. Otaczający nas świat jest również dla mnie inspiracją do głębszych poruszeń duchowych. Jednak spośród świętych szczególne miejsce w moim sercu ma św. Stanisław –  patron mojej rodzinnej parafii. Był przy mnie, gdy dojrzewałem. Takie miejsce ma także św. Wojciech – patron diakońskiej parafii w Wilkowyi i pierwszych doświadczeń duszpasterskich. Ponadto św. Cecylia – patronka muzyków i moich zmagań naukowych. Nie mogę także zapomnieć o św. Janie Pawle II oraz św. Hiacyncie i Franciszku Marto.

Wspomniałeś św. Jana Pawła II. A co powiesz o pierwszym z USA, a tak mało „amerykańskim” papieżu Leonie XIV?

Sądzę, że papież nie powinien być „amerykański”, „włoski”, itd. Powinien być powszechny – dostępny dla wszystkich wierzących. Taki jest Ojciec Święty Leon XIV, którego też odczytuję jako orędownika pokoju. Usłyszałem to w jego pierwszych papieskich słowach i słyszę to teraz. Papież Leon XIV nie boi się stanowczo sprzeciwiać wojnom, a tego też pragnie Jezus (por. J 14, 27). Taka postawa inspiruje mnie, aby odważnie głosić Ewangelię.

Ale właśnie brak odwagi u ludzi młodych jest jedną z przyczyn kryzysu powołań. Tobie się udało…

Osobiste doświadczenie podpowiada, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Aby go wykonać trzeba mieć ufność. Są we mnie obawy o przyszłą posługę, ale patrząc wstecz widzę, że na moje obawy zawsze znajdowała się rada. Te rozwiązania z pewnością przynosił Jezus. Dlatego po prostu Mu ufam i mam w Nim nadzieję (por. Ps 4, 6).

Porozmawiajmy o świecie równoległym, czyli internecie i mediach społecznościowych: pułapka czy szansa?

Myślę, że należę do „pokolenia hybrydowego”. Zarówno internet, jak i żywe relacje stanowiły dwa „filary” mojego wzrastania. Internet i media to duża okazja, jak i duże zagrożenie. Internet może pomóc w podprowadzeniu ku żywemu spotkaniu z Bogiem, ale prawdziwe relacje mogą być budowane wyłącznie offline. Każda jednak okazja do głoszenia Jezusa jest szansą, niezależnie od formy. Dotychczasowe doświadczenia pokazują mi, że młody człowiek ma potrzebę odkrycia czegoś głębiej. Trzeba jednak „przebić się” przez dość grubą „skorupę” doraźnych satysfakcji, generowanych przez internet. Dochodzę do wniosku, że technologia wykorzystywana jako narzędzie (nie zaś zamiennik) to dobry środek do odkrycia czegoś głębiej… do odkrycia relacji z Bogiem.

A strój duchowny zawsze, czy tylko tam gdzie to konieczne, bo niektórzy księża wręcz uważają, że czasem przeszkadza…

Staram się zachować złoty środek. Strój duchowny widzialnie określa moją tożsamość – to do Kogo należę. Nie chcę zatem ograniczać jego obecności w przestrzeni publicznej. Strój duchowny tworzy jednak dodatkową trudność – rozeznanie. Rozważam zatem, gdzie ten strój może stworzyć niepokonalny dystans lub narazić kapłaństwo na śmieszność.

Co będzie twoją mocną stroną w duszpasterstwie?

„Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem” – papież Benedykt XVI wypowiedział te słowa 20 lat temu, a wciąż są tak aktualne… Chciałbym być „specjalistą” właśnie w tym aspekcie. Dlatego też jestem otwarty na zadania, które przede mną i przez nie chcę wskazywać na Boga.

Żeby prowadzić do Boga, trzeba najpierw samemu być blisko Niego. Jakie są twoje ulubione formy kontaktu z Bogiem, jaka jest twoja duchowość i jak sobie radzisz z oschłością duchową i kryzysami wiary?

Swoją duchowość nazwałbym „ojcowską” – lubię zwracać się do Boga jak do Ojca. Z modlitw lubię Nowennę pompejańską. Ta wymagająca modlitwa pomaga poukładać życie. W moim rysie duchowym ważne miejsce mają Księga Mądrości i Księga Psalmów, w których wielokrotnie znalazłem odpowiedzi na moje życiowe pytania. Lubię też Ewangelię wg św. Jana, bo niesie za sobą wiele głębi, do której trzeba się „dokopać”. W sytuacjach kryzysowych moją „szalupą ratunkową” było spotkanie z Jezusem na adoracji i kierownictwo duchowe.

Twoja praca magisterska dotyczyła muzyki kościelnej, więc rozumiem, że to jedna z twoich pasji. Jakie są inne, czy z czegoś trzeba będzie teraz zrezygnować i co generalnie pomaga ci w odpoczynku?

Relaksują mnie właśnie moje pasje. Najpierw oczywiście muzyka, którą uwielbiam słuchać i amatorsko wykonywać. Lubię też kreatywnie wypoczywać tworząc różne grafiki. Relaksuje mnie również sport. Obecnie mogę się nim cieszyć wyłącznie jako kibic. Lubię także aktorskie sztuki sceniczne zarówno na sposób bierny, jak i czynny. Jednak tę pasję zapewne będę musiał ograniczyć z racji na kapłańskie życie.

Zobacz również